Łączna liczba wyświetleń

piątek, 17 czerwca 2016

SLW:Rozdział 41 [Saga Fyurito]

5 lat po ostatecznej walce między Yakisem oraz Jackiem. Na świecie panował pokój , lecz mimo tego Yakis nie przestawał trenować , mimo że miał na to mało czasu , gdyż często musiał iść na wykłady lub wyjeżdżać w jakiś delegacje . Po ślubie z Emiką założył rodzinę , posiadają dwójkę dzieci. Jednym z nich był 4 letni syn o Imieniu Fabian miał włosy koloru ciemnego blondu oraz rysy twarzy ojca . Drugim była o rok młodsza córka , na imię miała Yuki (miała czarne średnie włosy uczesane na grzywkę , rysy twarzy Emiki) . Yakis wdał się w ojca , gdyż w wolnej chwili ciągle z nim trenuję . Pewnego pięknego słonecznego dnia Yakis wraz z Fabianem trenowali w swoim wielkim ogrodzie za domem . Chłopiec jak na swój wiek , był bardzo zdolny , może nie tyle co dorównywał swojemu ojcu w walce , ale udawało mu się zadawać ciosy . Y:Na razie wystarczy , zróbmy chwilę przerwy . F:Dobrze tato . Obaj usiedli pod drzewem i wypili butelki wody , które tam leżały. Y:Wiesz muszę przyznać że jak na swój wiek , jesteś silny. F:Naprawdę ? Y:Tak , i nie wykluczone że pewnego dnia mnie przerośniesz . Chłopak na te słowa się uśmiechnął Do nich podeszła Yuki. Yu:Tato , Fabian , mama kazała mi powiedzieć że zaraz będzie obiad. Y:Dzięki F:To może wrócimy ? Y:Jasne. Gdy Yakis i Fabian mieli wejść do domu , usłyszeli wybuch z środka ogrodu . Yakis natychmiast stanął przed swoim synem i był gotowy do ataku . Gdy tym się rozwiał , Yakis zobaczył jakąś postrzegł postać , miała niebieskie włosy , czarne całkiem oczy , oraz ogon . Po chwili doszedł do wniosku kto to jest , był w szoku . W:Minęło sporo czasu Yakis , aleś wyrósł . Y:W....Wa....Walter ? Czy to ty ? Tak tą postacią był Walter , czyli pierwszy przyjaciel Yakisa , który zginął wraz z wybuchem planety , na którą przybył Yakis. W:Tak. Yakis był tak w szoku że nie zauważył że Emika oraz Yuki podeszły do niego . E:Kochanie , kto to jest ? Y:Mój dawny przyjaciel , którego kiedyś poznałem , ale powinien nie żyć . E:Co ? Yu:Naprawdę tato ? F:Tak . F:Skoro powinien nie żyć , to dlaczego żyję ? Y:Nie mam pojęcia. W:Co to za dzieciaki i kobieta , czy to twoja rodzina ? Y:Tak. W:Rozumiem , jestem z ciebie dumny , że udało ci się ułożyć szczęśliwie życie . Y:Lepiej przejdźmy do rzeczy , dlaczego jesteś żywy i dlaczego tu przybyłeś ? W:Ożywił mnie jakiś koleś z fioletowymi włosami. Y:Fioletowe włosy ? ! Niemożliwe . Mitarashi! Nagle do nich , przybył Jack . Jego wygląd nie za bardzo się zmienił , może z wyjątkiem że jego czarne włosy zachodziły mu na pół twarzy . J:Kim jest ten koleś ? Y:To mój przyjaciel z starych czasów , a co ty tu właściwie robisz ? J:Usłyszałem wybuch , więc pomyślałem że to sprawdzę. Y:Rozumiem , ale nie ma potrzeby , weź wraz z nimi idźcie do domu , ja się nim zajmę . J:Na pewno ? Y:Tak

poniedziałek, 13 czerwca 2016

SLW:Rozdział 40

Jack widząc eksplozję , spodziewał się najgorszego , więc natychmiast przyśpieszył . Po kilku minutach był już na miejscu , widok go nieco zaniepokoił ,chwilę temu piękna polana ,teraz jakieś wielkie pobojowisko . Czarnooki od razu zaczął szukać swojego brata , chwilę później go dostrzegł , był ledwo oparty o jedno drzewo , na ciele miał średnie oparzenia . Jego górna część ubrania , została spalona , nie miał na sobie nic prócz spodni , które sięgały do połowy. Jack natychmiast podbiegł do Yakisa.
J:Co tu się stało ?
Y:Mitarashi (odparł ciężko dysząc )
J:Co , jak to ?
M:Pojawił się z nienacka i mnie zaatakował , odbyła się krótka walka , gdy chciałem z nim skończyć , zamienił jego ciało w glinę , i się wysadził .
J:A jak tobie się udało przeżyć ?
Y:W ułamku sekundy przed eksplozją , spowiłem swoje ciało złotym ogniem i się wydostałem . Lecz eksplozja mnie dosięgła .
J:Powinieneś się udać do szpitala .
Y:To może poczekać , mam ważniejsze rzeczy do zrobienia .
J:Ty chyba nie...
Y:Tak idę na ślub.
J:W takim stanie ?
Y:Wiem , ubiorę się w garnitur lekko się ogarnę i będzie git. Ale będziesz musiał mi pomóc.
J:Ech cały ty , zgoda .
I tak dwaj bracia udali się do domu Yakisa , brunet przebrał się w swój czarny garnitur , przemył swoją twarz , choć nic to nie dało , gdyż nadal miał rany po oparzeniu , ale miał to gdzieś . Gdy skończył się ogarniać , prędko ruszyli do kościoła .
Ks (Ksiądz):Nadal nie ma pana młodego ?
S:Nie , ale proszę jeszcze zaczekać , zaraz powinien się pojawić .
Ks:Niestety nie możemy dłużej czekać , wszystko ma swoje granice .
S:Rozumiem.
Ks:Niestety z powodu dalszej nieobecności pana młodego Yakisa Tarusaki , ceremonie uważam za odwoł......
Gdy miał skończyć ostatnie słowo , drzwi się otworzyły a w nich stał Yakis oraz Jack
Y:Przepraszam za spóźnienie .
Wszyscy patrzyli zszokowani na Yakisa , który wyglądał jak po walce .
Ks:Ma pan szczęście , przybył pan w ostatnią chwilę , już miałem odwoływać ceremonie.
Y:Ehhh co za ulga.
E:Yakis ? Co ci się stało ?
Y:Miałem drobne kłopoty , ale już nie ważne.
Ks:Dobrze czy możemy w końcu zaczynać .
Y:Tak.
Ks:Dobrze ,wiec. Czy ty Yakisie Tarusaki , bierzesz tę oto Emike Kenyu za swoją żone , i obiecujesz jej miłość , wierność i uczciwość małżeńską i że nie opuścisz jej aż do śmierci.
Y:Tak
Ks:Czy ty Emiko Kenyu , bierzesz tego oto Yakisa Tarusaki za swojego męża , i obiecujesz mu miłość , wierność i uczciwość małżeńską oraz że nie opuścisz go aż do śmierci.?
E:Tak.
Ks:W takim razie ogłaszam wasz mężem i żoną , możesz pocałować pannę młodą .
I tak w końcu Yakis oraz Emika stali się małżeństwem , wszyscy byli uradowani , Sensu był aż tak że zaczął płakać , widząc jak jego uczeń którego znał od małego stał się mężczyzną . Po skończeniu ceremonii wszyscy udali się do wynajętej sali , by zacząć wesele . Yakis przestał myśleć o wcześniejszym incydencie , chciał tylko się bawić , zwłaszcza dzisiaj .


piątek, 10 czerwca 2016

SLW:Rozdział 39

Kilka miesięcy później........
Nastał dzień najważniejszy w życiu Yakisa dzień . To właśnie dziś zamierzał ożenić się z Emiką . Był wczesny ranek , Yakis mimo że chciał dłużej po spać , to dziś nie mógł . Od 7 rano był na nogach ,i przygotowywał się do ceremonii . Towarzyszyli mu , jego mistrz Sensu , Jack oraz Verniko . Niebieskooki był zdenerwowany , gdyż to pierwszy raz się z kimś żeni .
J:Co ty , nie bałeś się walczyć ze mną na śmierć i życie , a boisz się ślubu .
S:Wiesz , ma ku temu powody , z tego co słyszałem , to żony bywają straszne .
Yakis tylko połknął ślinę , próbując sobie to wyobrazić .
V:Nie denerwuj się , ślub to normalna rzecz .
Y:Dzięki , że mnie próbujecie podnieść na duchu ,ale muszę pobyć sam .
S:Ej gdzie się wybierasz ? Za 4 godziny zaczyna się ceremonia.
Yakis opuścił swój dom , i udał się na jakąś polanę . Gdy się na nie znalazł , spostrzegł jakieś jezioro , od razu przy nim usiadł , i zaczął się zastanawiać czy dobrze robi . Nagle wyczuł że ktoś go próbuje zaatakować , w ostatnim momencie uniknął ciosu . Gdy spojrzał , zobaczył że tą osobą był fioletowo-mężczyzna , którego Yakis doskonale znał .
M:Minęło sporo czasu Yakis . Widzę że przybyło ci nieco centymetrów , od naszego ostatniego spotkania .
Y:Ty też się zmieniłeś , tylko postarzałeś się . Po co tu przyszedłeś ?
M:Doszły mnie plotki , że bierzesz ślub , to idealna okazja by cię zabić.
Y:Nie jesteś w stanie tego zrobić.
Mitarashi ruszył do ataku , chciał go zaatakować ciosem w szczękę , lecz Yakis bez trudu go zablokował , ten od razu odskoczył od bruneta.
Tym czasem w kościele .
S:Co ten Yakis sobie wyobraża , za 30 minut zaczyna się ceremonia a go nie ma ?
V:Może coś mu wypadło ?
J:Wątpię , znam go , na pewno by przyszedł , musiało się coś stać , pójdę go poszukać .
S:Dobrze
Y:Może pójdę z tobą ?
J:Nie lepiej zostańcie tu (odparł po czym wybiegł z kościoła)
Sali próbowała pocieszyć zmartwioną Emikę.
E:Gdzie on może być , w tak ważnym dniu , pewnie się rozmyślił.
Sa:Nie mów tak , na pewno przyjdzie , daj mu czas , zostało jeszcze nie całe 25 minut.
[Cholera Yakis , jak tylko cię zobaczę to nie ręczę za siebie]
W tym samym czasie na jakiejś polanie...
Walka , a raczej jednostronny pojedynek trwał w najlepsze , widać było , że to Yakis jest górą , w przeciwieństwie do Mitarashiego ,który był cały poobijany i ciężko dyszał , nic mu nie było .
Y:Dam ci radę , odpuść lepiej już , sam powinieneś zauważyć że ze mną nie masz szans.
M:Zamknij się , nie masz pojęcia , ile czekałem na tą chwilę .
Y:Żeby nie było że cie nie ostrzegałem .
Yakis ruszył na swojego przeciwnika , chcąc uderzyć go pięścią w twarz , gdy to zrobił Mitarashi się uśmiechnął , po czym jego ciało zamieniło się w bardzo twardą glinę .
Y:Co ? (odparł zszokowany Yakis , chcąc wyciągnąć rękę , lecz mu się to nie udawało )
M:Wpadłeś w moją pułapkę ,z tej gliny się tak łatwo nie wydostaniesz , za parę minut ta glina eksploduje .
Y:Cholera .
Nagle glina zaczęła błyszczeć jasnym światłem , po czym nastąpiła wielka eksplozja , która zniszczyła całą polanę .


poniedziałek, 6 czerwca 2016

SLW:Rozdział 38

Po 1,5 miesiącu od walki Yakisa i Jack , niebieskooki doszedł do swojej formy , choć od kiedy Yakis opuścił szpital , wszyscy obchodzili się z nim jak z jajkiem co go lekko irytowało . Tym czasem chłopak ciągle trenuje nad jeziorem . Po kilku godzinach znudziło mu się , więc postanowił przejść się po mieście . Gdy tak szedł spoglądał na ludzi , każdy wysyłał mu uśmiech , ten odwzajemnił go . Chwilę później zauważył swojego przyjaciela Verniko , i swoją siostrę Sali . Może nie byłoby w tym nic dziwnego , gdyby nie to że , szli trzymając się za ręce . Brunet chcąc się dowiedzieć więcej , postanowił ich śledzić , ukrywając się w drzewach . Gdy tak skakał z gałęzi na gałąź , nagle się poślizgnął i spadł na ziemie , tuż przed Verniko i Sali . Kiedy blondynka skapnęła się co robił jej brat , od razu uderzyła go pięścią w głowę .
Sa:Wiesz że to nie ładnie tak śledzić innych ?
Y:Ja nie śledziłem was , po prostu szedłem tą samą drogą (odparł masując się po głowie)
Sa:I musiałeś robić to akurat na drzewach .
Y:No dobra macie mnie. A teraz powiedzcie , od kiedy się spotykacie ?
Na to pytanie oby dwoje się zaczerwienieli .
V:C....co ?
Sa:Skąt wiesz ?. .
Y:Widziałem jak szliście przez miasto , trzymając się za ręce , właśnie dlatego wasz szpiegowałem..
V:Ehh , od jakiś dwóch tygodni.
Y:Dlaczego nic nie powiedzieliście ?
V:Chcieliśmy przygotować jaką specjalną okazje na to .
Y:Rozumiem , no nic , to ja będę leciał , a więc na razie .
Sa:Cześć .
V:Narka.
Yakis wrócił do treningu , lecz trenował długo , gdyż kilka minut później odwiedził go , ktoś kogo się nie spodziewał , a dokładnie jego bliźniak .
J:Widzę że nie znasz granic , i nadal starasz się być jeszcze silniejszy ?
Y:To ty ? Czego chcesz ?
J:Chciałem porozmawiać , a co najważniejsze cię przeprosić.
To ostatnie słowo , zaskoczyło Yakisa .
Y:Czy ja cię przypadkiem za mocno nie walnąłem , zacząłeś chyba majaczyć ?
J:Spokojnie , wszystko ze mną w porządku , po prostu , zdałem sobie sprawę , tego że nigdy już cię nie doścignę , zawszę będziesz przede mną , nie zależnie od tego co zrobię . Ale chciałbym być czegoś się dowiedział .
Y:Co takiego ?
J:Gdy stanąłem z tobą do walki , nie byłem w pełni sobą , niektóre moje ruchy , były kontrolowane . Nie mogłem nic z tym zrobić .
Y:Kto cię kontrolował ?
J:Ponoć znasz tą osobę , był to Mitarashi.
To imię mocno zszokowało Yakisa , był pewien że go zabił.
Y:Nie to przecież niemożliwe , zabiłem go .
J:To prawda , ale powiedział mi , że ktoś z innej planety , był w stanie go ożywić , by mógł dokonać na tobie zemsty . Dlatego do tego celu , mnie wykorzystał . Albo raczej , to ja pozwoliłem się wykorzystać .
Y:Co z nim teraz ?
J:Żyję , próbowałem go zabić , ale nie byłem w stanie , gdyż mnie kontrolował .
Y:To super. Będę mógł go jeszcze raz pokonać .
J:Naprawdę myślisz że dasz mu radę ?
Y:Tak , dobra chodźmy do domu, robi się zimno.
J:Racja .
I tak po latach niezgody , dwaj bracia w końcu ze sobą się pogodzili.



piątek, 3 czerwca 2016

SLW:Rozdział 37

Kilka dni później....
Dwóch braci , którzy stoczyli swoje najcięższe w życiu walki , leżało w szpitalu w Narekure . Codziennie odwiedzały ich , dziewczyny , rodzina a także przyjaciele . Pierwszy oczy otworzył Jack , lecz po chwili je zamknął , gdyż światło , białego pomieszczenia raziło go w oczy. Za drugim podejściem już mógł normalnie widzieć , nadal odczuwał skutki walki , lecz nie tak poważne jak wcześniej . Pierwsze co zobaczył to leżącego naprzeciw niego , nadal nieprzytomnego Yakisa . Gdy tak na niego patrzył , zaczął zdawać sobie sprawę z tego co uczynił , i z tego że nigdy mu nie dorówna , choćby nie wiem jak się starał . Tydzień później , bo zrobieniu wstępnych badań , Jack mógł opuścić szpital , oczywiście jak wrócił do swojego domu ,to dostało mu się pierw od rodziny ,a później od Molly . Yakis nadal nie odzyskiwał przytomności , jego bliscy ciągle się martwili . Najwięcej czasu przy nim , spędzała jego dziewczyna , opowiadając co ją spotkało w danym dniu . Pewnego razu przyszedł ktoś kogo by się nikt nie spodziewał , a dokładnie jego brat . Im dłużej Yakis był w takim stanie , tym bardziej Jack miał do siebie żal , że do tego wszystkiego dopuścił . Pewnego dnia , rankiem . Yakis w końcu , zaczął w końcu otwierać swoje oczy. Ale jasność pomieszczenia , także mu to uniemożliwiała , . Gdy się rozejrzał , spostrzegł się że leży w szpitalu.
Y:Więc tak wygląda szpital , chyba musiałem mocno oberwać.
Brunet , chciał usiąść na łóżku , ale ból mu to utrudniał . W końcu , z wielkim trudem ale mu się udało . Gdy spojrzał przez okno , zauważył budzące się do życia miasteczko . Na ten widok , na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nagle drzwi od sali się otworzyły ,a w nich stała czerwonowłosa dziewczyna. Kiedy zobaczyła przytomnego Yakisa , natychmiast się na niego rzuciła , przy tym krzycząc jego imię.
E:Tak się cieszę , że jesteś cały (powiedziała szlochając )
Y:Emika , to boli , przestań.
E:Przepraszam (odparła odrywając się od Yakisa )
E:Jak się czujesz ?
Y:Bywało lepiej , ale powiedz lepiej co tam u was .
E:Wszystko dobrze , jakoś się wszystko ułożyło.
Nagle do sali weszli także rodzice Yakisa oraz Verniko i jego mistrz .
V:No stary , nie źle nas wystraszyłeś , myślałem że wy tam się pozabijaliście , widząc ten krater i wasze ciała na ziemi.
Y:hehe Na szczęście do tego nie doszło.
Je:Jak się czujesz , synku.
Y:W porządku mamo.
A:Dobra robota.
Y:Dzięki.
S:W takim razie , musisz dużo odpoczywać . Więc my już pójdziemy.
Y:Dzięki że wpadliście , na razie.
W sali została jeszcze tylko Emika . Po kilku godzinach , ona i także poszła do domu . 2 tygodnie później , Yakis po zrobieniu kontrolnych badań , mógł wreszcie opuścić szpital , gdy z niego wychodził , przed nim już czekała na niego Emika . Czerwonowłosa wtuliła się w ramie swojego chłopaka , i razem wracali do domu.
E:Wiesz co kochanie ?
Y:Co takiego ?
E:Tak se ostatnio pomyślałam , i doszłam do wniosku , że powinniśmy się pobrać .
Y:Hmmm <myśli , myśli>
Y:W porządku , skoro tego chcesz .
E:Naprawdę ? (zapytała podekscytowana )
Y:Jak najbardziej .
E:Super! (oparła szczęśliwie , po czym pocałowała Yakisa )
E:Kocham cię .

Y:Ja ciebie też.  

poniedziałek, 30 maja 2016

SLW:Rozdział 36

Walka pomiędzy dwojgiem braci trwała już trzy dni , obaj mieli dość zabawy , więc postanowili użyć w końcu , pełnie swoich możliwości .
Jack wystrzelił w Yakisa , czarny strumień ognia , Niebieskooki w odpowiedź zrobił to samo , tylko z tą różnicą że był złoty . Ich siła była tak mocna , że gdy złączyły się ze sobą , nastąpiła eksplozja , która obu odepchnęła w tył . Yakis w mgnieniu oka pojawił się przed Jackiem chcąc go kopnąć w żebra , lecz ten z łatwością go zablokował , i odpłacił mu się tym samym . Obaj odskoczyli od siebie , i w dół wystrzelili słupy ognia . Po chwili ogień zaczął przybierać dziwny kształt , zaraz potem naprzeciw siebie stały dwa ogromne smoki , jeden złoty a drugi czarny . Były tak wielkie że można było je widzieć z daleka . Emika i Molly , je spostrzegły .
M:Wow , niesamowite.
E:Podziwianie , zostaw na później , musimy się spieszyć.
M:Racja .
Smoki ruszyły na siebie , i się związały tworząc cyfrę „8” , na ich głowach walczyli ze sobą dwaj bracia .
J:Jesteś naprawdę nie zły , żeby w tym stanie dotrzymywać mi kroku .
Y:Ty też , nie spodziewałem się że aż tak urośniesz w siłę.
J:Dobra koniec gadania , czas to kończyć
Y:Racja .
Gdy ich ciosy w tym stanie ze sobą się zderzały , powodowały ogromne falę , które niszczyły okolicę , naglę ziemia zaczęła pękać , i z niej zaczęła wystrzelać lawa . Obaj bracia , oddali się od siebie , tworząc swoje najpotężniejsze techniki . Jack , stworzył czarną kulę , wielkości meteorytu .
Y:Skoro tak ma to wyglądać , to nie ma co się wygłupiać .
Yakis w odpowiedzi na atak swojego brata , znów stworzył strzałę , tym razem poczwórną , czwartą była strzała ognia w kolorze niebieskim . Obaj rzucili swoje najpotężniejsze techniki , gdy się ze sobą zderzyły , nastąpiła gigantyczna eksplozja , która wielki kanion zamieniła w ogromny krater , jakby tego było mało , to nawet okolicę w promieniu 250KM zniszczyła . Dziewczyny które tam się udawały , podmuch zdmuchnął je w bezpieczną odległość . Gdy dym się rozwiał , można było dostrzec dwóch braci, których wygląd wrócił do normy, obaj ledwo stali na nogach i ciężko oddychali , byli poważnie ranni . Yakis chcąc to jak najszybciej zakończyć , ruszył resztkami sił na swojego brata , atakując go pięściami , ten tylko albo ich unikał , albo blokował . Nagle potykając się o kamień , Jack stracił równowagę , co jego brat wykorzystał . I kopnął z pół obrotu Jacka w twarz , posyłając kilka metrów dalej. Yakis z męczenia padł na kolana , opierając się rękami o ziemie i ciężko dysząc . Nigdy wcześniej z nikim , nie odbył tak poważnej walki . Chwilę później za nim pojawił się jego brat , i wbił mu nóż w plecy , niebieskooki kaszlnął krwią i padł na ziemie . Lecz okazało się że jest to hologram , a prawdziwy pojawił się za Jackiem , z okrytą ogniem pięścią , walnął z całej siły w twarz Jacka , który poleciał znów parę metrów dalej , odbijając się o ziemie . Gdy leżał już na ziemi , tym razem nie był już w stanie ruszyć nawet palcem . Resztkami sił patrzył na ledwo stojącego , w tym samym miejscu Yakisa .
J:To się nie dzieje naprawdę , jak mogłem z nim przegrać , mimo tego całego treningu . Cholera.. (powiedział do siebie w myślach , po czym zamknął swoje oczy)
Y:To wreszcie koniec (odparł Yakis , który zaraz potem także padł nieprzytomny na ziemie )
Niebo się zachmurzyło , a następnie zaczął padać deszcz . Mocząc ciała dwóch najpotężniejszych ludzi na świecie .Chwilę później , na miejsce dotarła , Emika i Molly , każda poszła do swojego chłopaka . Obie były zaskoczone tym całym pobojowiskiem , ale ważniejsze dla nich było , zdrowie braci . Kilka minut później na miejsce , także dotarli , Sensu oraz Verniko .
V:Jezu , co tu się stało ?
E:Później porozmawiamy , pierw trzeba ich zanieść do szpitala .
Staruszek i Verniko , tylko skinęli głowami i podeszli do dziewczyn . Sensu wraz z Emiką wzięli Yakisa pod ramienia , a Moll wraz z Verniko , który robił to niechętnie wzięli Jacka pod ramienia , i razem udali się do szpitala.


piątek, 27 maja 2016

SLW:Rozdział 35

W tym samym czasie w domy Yakisa . Emika ciągle opiekowała się Molly , nagle w końcu czarnowłosa otworzyła swoje oczy.
M:Gdzie , ja jestem ?
E:Spokojnie , nie martw się jesteś u nas w domu . (odparła czerwonowłosa podając swojej przyjaciółce herbatę )
M:Jack! Gdzie jest Jack ?
E:Za pewne walczy teraz z Yakisem .
M:Co ? Wiesz gdzie ?
E:Nie , ale sądząc bo tych błyskach światła , sądzę że gdzieś w tamtym kierunku.
Czarnowłosa natychmiast wstała z kanapy i udała się w stronę drzwi.
E:Ej a ty gdzie się wybierasz ?
M:Idę go powstrzymać ?
E:Zgłupiałaś , przecież możesz zginąć , nic tam nie zdziałasz .
M:Mimo wszystko chcę spróbować ,nie chcę patrzeć jak mój chłopak cierpi , krocząc ciemną drogą ,nawet jeśli nie wiele jestem w stanie zrobić , to chcę chociaż spróbować mu pomóc.
E:Molly , ehhh zgoda ale ja idę z tobą , w końcu mój  też tam walczy.
M:W porządku.
I tak dwie przyjaciółki ruszyły na pomoc swoim chłopakom .
Wracając do tego co się dzieje w kanionie . Jack spokojnie leci by zakończyć tą walkę . Yakis nie jest w stanie się ruszyć .
Y:Musze użyć potrójnej strzały , choć wymagać to będzie olbrzymiej energii. Mimo to nie mam chyba innego wyjścia .
J:To koniec braciszku , pożegnaj się z światem . (powiedział po czym wystrzelił w stronę Yakisa promień )
Nim promień go dosięgnął , Yakisowi jakimś cudem , udało się przeturlać , w ledwo bezpieczne położenie . Był dosłownie , 0,5 cm od promienia . Następnie z wielkim trudem wstał na nogi .
J:Na prawdę , jestem pod wrażeniem twojej wytrzymałości , ale już i tak nic nie zdziałasz .
Y:To się jeszcze okaże .
Nie pozwalając swojemu bratu na jakikolwiek kolejny ruch , znów zaatakował Yakisa promieniem , tym razem zwiększył nieco zasięg , tak by tym razem nie zdołał go uniknąć .
Kiedy promień znikł , spostrzegł że nie ma zwłok Yakisa .
J:Co , wyparował czy jak ?
Y:Tutaj kretynie .
Jack usłyszał głos znad siebie , gdy podniósł wzrok do góry , spostrzegł Yakisa który lewituje przed niem , nad jedną ręką miał trójzębną strzałę . Prócz strzały czerwonego ognia , i błyskawicy , pojawiła się też ognia koloru złotego .
J:C....co to niemożliwe ?
Yakis od razu posłał w Jacka , swoją najpotężniejszą technikę . Gdy była centymetr od ciała Jacka ,eksplodowała , nastąpił 25x silniejszy i większy wybuch niż przy podwójnej .
Po kilku chwila , gdy dym opadał , Yakis spostrzegł że ciało swojego brata , nadal w jednym kawałku , był w szoku że nadal stoi na nogach , po tak potężnym ataku.
J:No no no , gdybym nie użył „Tego” , to mógłbym zginąć . Ty draniu , że zmusiłeś mnie do użycia ostateczności .
Y:Co ?
Gdy dym całkowicie opadł , Yakis zobaczył Jacka , pokrytego po głowę czarnymi łózkami . Połowa jego koszuli jak i spodni została zdarta .
W:Sytuacja robi się coraz bardziej niebezpieczna , musisz użyć mojej mocy.
Y:Wiem . Dobra skoro ty przeszedłeś na wyższy poziom , to pozwól że i ja użyje pełnie swoich mocy
Nagle całe ciało Yakisa spowił złoty ogień .
J:Doskonalę , to będzie ostateczna runda . Tym razem z tobą skończę .